SINGIEL FORUM - SINGLOWE ROZMOWY ******************************* SINGIEL CHAT - POGADAJ Z NAMI
ONI/ONE WYJAZDY/IMPREZY CZYTAJ SZUKAJ KONTAKT
Konto użytkownika
Witaj,
nie jesteś zalogowany.

Zaloguj się
Menu strony
STRONA GŁÓWNA
SINGLE
SZUKAJ
TWOJE KONTO
ZAREJESTRUJ SIĘ
GALERIA
FINANSE SINGLA
REKLAMA NA SINGIEL INFO
PROFILE
BYWA BOSKO
CHORY SINGIEL





Pan Singiel był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan doktor:"Jak sie masz koteczku?". Kiedy Singiel jest chory i leży w łóżeczku i rzeczywiście musi przyjść pan doktor, sytuacja nie należy do najłatwiejszych. Trzeba przecież wezwać go na wizytę domową, która z definicji jest droższa o jakieś 40%, do tego czasu zaś trzeba jakoś przeżyć prosząc uczynnego sąsiada (jeśli takowego mamy pod ręką)albo kogoś ze znajomych o zrobienie małych zakupów spożywczych. Następnie kiedy już znamy diagnozę i mamy wypisaną receptę w ręku trzeba by kogoś wysłać aby ją wykupił w aptece i tu często zaczynają się schody. Do apteki sąsiad nie zawsze pójdzie chętnie(z reguły musi tam iść specjalnie ze względu na nas - nie to co do spożywczego), znajomego już wykorzystaliśmy, wysyłanie kogoś obcego nie wchodzi w rachubę - to w końcu apteka i leki więc jakieś minimalne zaufanie jest konieczne. Cóż, musimy poprosić kogoś z pracy co ma tę dodatkową zaletę, że będzie mógł zobaczyć jak bardzo jesteśmy chorzy i opowiedzieć o tym w miejscu pracy żeby szef nie pomyślał, że być może tylko symulujemy chorobę. Lekarstwa już mamy, teraz możemy spokojnie chorować. No ... nie, nie do końca, przecież jeść nadal trzeba więc - znowu: sąsiad, albo znajomy, albo taksówkarz - najlepiej na zmianę. A kiedy wszyscy już unikają nas jak mogą a nam wciąż się nie poprawia i co gorsza skończyła się gotówka którą mieliśmy w portfelu, zaczyna się robić naprawdę groźnie. No, bo jak tu teraz wysłać kogoś obcego do bankomatu, przecież nie podamy mu pinu do naszej karty!!! Co robić?! Stres spowodowany gmatwająca się sytuacją powoduje, że zamiast lepiej czujemy sie coraz gorzej i zaczynają nachodzić nas czarne myśli. A to, że nikt nawet nie zauważy kiedy nas zabraknie, a to że jesteśmy na tym świecie jak piąte koło u wozu, a to znowu, że nikt nas nie kocha i nasze istnienie jest światu doskonale obojętne, a to że dobrze nam tak za wszystkie te złe uczynki których się dopuściliśmy. W końcu osłabieni i wciąż nie wyleczeni, ponaglani telefonicznie przez szefa, którego głos z dnia na dzień staje się coraz bardziej stalowy ściągamy się z łóżka i człapiąc podążamy do pracy niczym do miejsca kaźni kaźni myśląc, że to nas już do reszty dobije. Pociągając nosem walczymy z bólem pleców i mroczkami przed oczami by tylko dotrwać do pierwszego "fajrantu" myśląc tylko o tym jak przyjemnie będzie po powrocie konać w domu. Kiedy po dwóch tygodniach takiej męki w końcu wracamy do zdrowia myślimy, że tym razem jeszcze się udało, alt o już ostatni raz. Generalnie żeby chorować będąc Singlem trzeba mieć końskie zdrowie! Czego Państwu i sobie życzę.
Pan Doktor
BYĆ SINGLEM!
DRUGA POŁÓWKA
Single w kościele

– Inicjatywa zrodziła się w marcu 2009 roku. Pomyśleliśmy z mężem, że skoro jest wiele osób około trzydziestki, które poszukują właściwej osoby, warto zaaranżować takie msze. Są oczywiście portale internetowe, np. Sympatia.pl, gdzie można kogoś spotkać, napisać miłą wiadomość, ale o wiele lepiej przecież wyjść poza rzeczywistość wirtualną. Z pomocą jednej z uczestniczek tych spotkań poprosiliśmy proboszcza o odprawianie takich cyklicznych mszy w intencji ludzi poszukujących męża czy żony – mówi Katarzyna Jarosz, współpomysłodawczyni „Mszy dla singli” w parafii pod wezwaniem Wincentego Pallottiego w Warszawie. Osoby poznające się na takim gruncie mają pewność, że ich druga połówka ma podobne zasady. – Mamy już poważny sukces. 11 września tego roku odbędzie się pierwszy ślub, na który zostaliśmy – wraz z mężem – zaproszeni. Wśród uczestników spotkań są zarówno ludzie młodzi, jak i ci starsi. Nie mamy żadnych obostrzeń dotyczących górnej i dolnej granicy wiekowej, zapraszamy wszystkich, którzy nie chcą spędzać kolejnej jesieni w pojedynkę – dodaje Jarosz. Ich pomoc jest zupełnie bezinteresowna. – Uważamy, że skoro nam się udało, to trzeba też pomóc innym – podsumowuje organizatorka. Portal katolicki, który prowadzi z małżonkiem, okazał się doskonałym impulsem do działania. – Dostawaliśmy głosy, że warto też pogadać gdzieś wspólnie w kawiarni czy wybrać się na spacer. Powstała też specjalna strona internetowa, gdzie można znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Od wpisów użytkowników, po terminy spotkań, etc.

Po mszy, niespodzianka

Piątkowe sierpniowe popołudnie, Warszawa. Przed kościołem pod wezwaniem Wincentego Pallottiego przy ulicy Skaryszewskiej na Pradze nie ma prawie nikogo. Przez chwilę zastanawiam się, czy na pewno dobrze trafiłem. Rzut oka na tarczę zegara i od razu przyspieszam kroku. Pięć po siódmej wieczorem, więc jestem spóźniony. Kiedy wchodzę do dolnej sali, msza już trwa. Nie jest przesadnie tłoczno, ale każda ława została wypełniona wiernymi. Zajmuję miejsca z tyłu, tak aby móc wszystkich spokojnie obserwować. To, co przykuwa moją uwagę, to zdecydowana przewaga kobiet. W różnym wieku. Od siedemnastoletnich sióstr bliźniaczek, po przyprószone siwizną staruszki. Dziwi mnie tylko to, że wszyscy usiedli zachowując kilkumetrowe przerwy między sobą. Tak, jakby bali się bliskości drugiego człowieka. O, jednak nie. W pierwszym rzędzie – przy okazji podawania koszyczka z ofiarą – jeden z panów zbliża się do kobiety w zielonej kurtce, która odwzajemnia jego uśmiech. Msza przebiega jak zwykle – modlitwa, komunia, ogłoszenia parafialne. Ale zebrani tu ludzie wyglądają tak, jakby czekali na coś jeszcze. Nerwowo spoglądają na innych, wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Czuję się trochę wykluczony z tego tajemniczego kręgu, ale po chwili wszystko staje się jasne. Otóż każda msza kończy się spotkaniem przy herbatce w przykościelnej parafii. To wtedy przy kubku gorącego napoju nawiązują się różne znajomości.

Po wyjściu z kościoła, wszyscy zbierają się na dziedzińcu. Pytam kobietę stojącą obok mnie, jak często przychodzi na msze dla singli. – Jestem tu pierwszy raz. Do przyjścia namówiła mnie koleżanka, która znalazła podczas tych spotkań swoją drugą połówkę. Na co dzień pracuję w biurze, więc poza koleżankami z pracy mam niewielu znajomych. Czasem się gdzieś z nimi wybiorę, ale zwykle kończy się to na tym, że siedzę i słucham ich opowieści o mężu, dzieciach, a sama w tym temacie mam niewiele do powiedzenia. Da Pan wiarę, że nie spotykałam się od liceum z żadnym mężczyzną? To przerażające. Czasami jest mi wstyd przed koleżankami, bo od myśli, że jestem szkaradna, na szczęście się uwolniłam – mówi Joanna. Podczas naszej krótkiej pogawędki powoli zaczynają się tworzyć grupki. – Sam Pan widzi, każdy znajdzie kogoś, z kim może zamienić kilka słów – stwierdza wysoki, pewnie dwudziestokilkuletni Marek o włoskiej urodzie. Dookoła niego stoją cztery młode dziewczyny i uważnie przysłuchują się opowieści, którą snuje. – Przychodzę tu od kwietnia – wtrąca się jedna z nich. - Nie znalazłam jeszcze chłopaka, ale grono moich koleżanek na pewno się powiększyło. Przez całą podstawówkę i liceum nie byłam na żadnej dyskotece, a teraz, proszę, razem z Martą (tutaj kobieta wskazuje na kobietę stojącą obok), przynajmniej dwa razy w miesiącu tańczymy w którymś z klubów.
Matka i żona umarłych

Moją uwagę przykuwa kobieta, która z nikim nie rozmawia. Ma około pięćdziesięciu lat i bardzo smutne oczy. Podchodzę, przedstawiam się. Nie reaguje, tylko wpatruje się w jeden punkt. Wkrótce jednak udaje mi się namówić ją na zwierzenia. – To było w 2004 roku. Nie mogłam wyjechać na wakacje, bo szef nie dał mi urlopu. Mimo że bardzo nalegałam, był nieugięty. Pamiętam jak wieczorem pomagałam im znosić walizki do samochodu. Starannie spakowałam rzeczy męża i syna, którzy mieli wjechać na kilka dni nad morze. Zaledwie po dwóch dniach dostałam telefon. Kąpali się na niestrzeżonej plaży, syn nurkował i zniknął Robertowi z oczu. Kiedy rzucił się na poszukiwania, woda pochłonęła również jego. Nie będę Panu opowiadała o wszystkich szczegółach, bo od razu źle się czuję. Po ich śmierci zostałam całkiem sama. Nie mieliśmy wielu przyjaciół, a rodzice od dawna nie żyją. Pierwsze miesiące były najgorsze. Nie mogłam chodzić do pracy, przez cały dzień na zmianę spałam i płakałam. Podczas spaceru na Starym Mieście natknęłam się na ogłoszenie, w którym znalazłam informację na temat dokładnej daty i godziny „Mszy dla singli”. Początkowo obawiałam się tu przyjść, jednak pierwsze spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że było warto. Niewiele osób stąd wie, co mi się przydarzyło, chyba tylko ta jedna, najbardziej zaufana. Ale też nie chcę, żeby ktokolwiek mnie rozpoznał. Nie oczekuję litości, a tutaj mogę być anonimowa, startuję z czystą kartą. Czy szukam drugiej połówki? I tak, i nie. Nic na siłę. Staram się doceniać, że komuś innemu się wiedzie, cieszyć cudzym szczęściem, bo wtedy mogę namiastkę tej radości przemycić do własnego życia.

Odliczamy minuty do ślubu

Katarzyna i Krzysztof 11 września w kościele św. Marii Magdaleny na warszawskich Bielanach złożą sobie uroczystą przysięgę. To pierwsza para, która dzięki mszom dla singli organizowanym przez parafię przy Skaryszewskiej w Warszawie weźmie ślub. Połączyła ich wspólna pasja i zupełny przypadek. – Siedzieliśmy większą grupą przy kawiarnianych stolikach. Kasia była pochłonięta rozmową z koleżanką. W pewnym momencie wypowiedziała do niej zdanie, które sugerowało, że ma coś wspólnego z lotnictwem. Ja, jako zapalony miłośnik lotnictwa, usłyszawszy to, zaraz zapytałem Kasię o szczegóły. Zaintrygowało mnie, że kobiecie też serce może mocniej zabić na widok samolotu i tak, od słowa do słowa, zaczęła się nasza rozmowa. Nie było nawet szczególnego przełamywania lodów, bo to pierwsze spotkanie miało naturalny przebieg i potem rozmawialiśmy o tym, co interesuje nas oboje. Kiedy wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów, Kasia obiecała mi przesłać kilka swoich zdjęć z pokazów lotniczych, więc podałem jej tylko swój adres e-mail. Znajomość doczekała się kontynuacji, dzięki dwóm zdarzeniom. Kasia nazajutrz wysłała mi obiecane zdjęcia (a piękna dziewczyna i samoloty, to duet, który musiał podbić moje serce). Sprzyjały nam też inne okoliczności, otóż w tej kawiarni Kasia umawiała się z grupą znajomych na tańce do klubu. Już wiedziałem, gdzie mogę ją spotkać następnego dnia wieczorem. Przyszedłem tam, przetańczyliśmy całą noc, a następnie odprowadziłem Kasię do domu – mówi Krzysztof, szczęśliwy przyszły pan młody. Gdyby Kasia zgubiła adres e-mail Krzysztofa lub jedno z nich nie przyszłoby do klubu, mogliby stracić ze sobą kontakt. – Jesteśmy z przedziału wiekowego 30-40 lat. Oboje mieszkamy w Warszawie. Znamy się od roku. Jesteśmy przeciętnymi ludźmi, jakich wielu, których życie stało się niezwykłe dzięki wspaniałemu i inspirującemu uczuciu. Uwielbiamy spędzać razem czas. Lubimy razem tańczyć, uprawiać sport i wyjeżdżać w ciekawe rejony kraju. Chętnie uczestniczymy w wydarzeniach kulturalnych i oczywiście tych związanych z lotnictwem – mówią, prawie jednym głosem szczęśliwi narzeczeni. Mimo że są już parą, kiedy tylko mogą, uczestniczą w mszach dla singli. – Skoro Bóg wysłuchał naszej modlitwy o spotkanie drugiej połówki, to tym bardziej później też należy zawracać Mu głowę, aby nas prowadził przez wspólne życie. Poza tym spotykamy na mszach naszych znajomych i możemy miło wspólnie spędzić czas – konkludują.
SOS jestem singlem

– Sama kwestia pojęcia „singiel” jest już bardzo wymowna. W kulturze polskiej przywykliśmy do określenia kawaler/panna. Wiemy, że są to osoby nieżonate/niezamężne. Na dźwięk tych słów – określeń nie wnikamy w szczegóły dotyczące woli zaślubin bądź jej braku. Kiedy jednak spotykamy się z brzmiącym niepolsko pojęciem, mającym określać polską rzeczywistość, to w moim odczuciu, mamy tu do czynienia z ukrytym przekazem: „zainteresuj się mną”, „zwróć na mnie uwagę”. W przypadku komentowanego pojęcia ciśnie się na myśl co najmniej przypuszczenie, iż oto ktoś wysyła swego rodzaj przekaz S.O.S. Tym bardziej można się w tym przekonaniu utwierdzić, jeśli poruszamy się po terenie wspólnoty wierzących. Jako katolicy doskonale zdajemy sobie sprawę z Bożego planu, jaki ma się w naszym życiu zrealizować. Mamy dostąpić zbawienia poprzez dane nam życie oraz nasz modus vivendi –  mówi mi ks. Marek Radomski. Duchowny akcentuje, że małżeństwo jest jego zdaniem podstawowym sposobem życia człowieka. – Kolejnym jest życie monastyczne, konsekrowane. Jednak i bezżenność jako życie poza murami klasztoru, poza celibatem, nie musi być niegodziwością. Wszystko zależy od naszych moralnych aktów, wyborów jakich dokonujemy. Winny się one opierać na zgodzie dobra, godziwości na gruncie czynu, jaki chcemy dokonać – nie może on sam w sobie być zły, grzeszny. Muszą być także „czyste” intencje – to co mną powoduje do działania ma opierać się na miłości Boga oraz bliźniego. Wreszcie także okoliczności, jakie towarzyszą memu działaniu, kierowanemu miłością ku Bogu i bliźniemu, powinny być same w sobie co najmniej obojętne. Najlepiej jednak, jeśli są po prostu dobre, czyli działam przygotowany, kompetentny, w stanie łaski uświęcającej. Jakiekolwiek zachwianie dobra w akcie moralnym skutkuje popełnieniem uczynku niegodziwego, czyli grzechu – dodaje ks. Radomski.

Ksiądz często pyta wiernych o to, dlaczego żyją w pojedynkę, czy mają jakąś filozofię, która by to tłumaczyła. – Dopiero uzyskawszy odpowiedzi na te pytania mogę podjąć ocenę moralną takiego wyboru drogi życiowej. Z kilkuletniego doświadczenia wiem, że bardzo często motywem przewodnim wyboru bycia „singlem” jest szereg obaw, lęków, wątpliwości. Mają one najczęściej przyczynę w domu rodzinnym, wychowaniu, złym przykładzie w środowisku lokalnym. To jest normalne, więcej, zrodziło się wskutek grzechu, braku u człowieka miłości do Boga. I w ten sposób wyraźnego znaczenia nabierają słowa Chrystusa o niezdatnych do małżeństwa, których takimi uczynili ich bliźni [Mt 19,12]. Bóg jest Panem czasu, świata i całego uniwersum. Jego moc jest niewyobrażalnie potężna i łaskawa dla tych, którzy Go miłują. Jeśli zatem mam pełnić wolę bożą, którą jest oddawanie należnej Jemu Chwały, to pomoc w pokonaniu bariery, jaką może być wybór bycia „singlem”, pomoc duszpasterska, sakramentalna, katechetyczna jest jak najbardziej na miejscu. Powiem więcej: jest obowiązkiem dla każdego, kto mieni siebie katolikiem – podsumowuje duchowny.

Nie tylko Warszawa

Na mszę dla singli można wybrać się nie tylko w Warszawie, ale także w Łodzi czy Krakowie. W każdy ostatni czwartek miesiąca o godzinie 19 w kościele przy ulicy Sienkiewicza 60 w Łodzi zbiera się grupa singli w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat. Podczas modlitwy „Ojcze nasz” stoją w kręgu i trzymają się za ręce. Po mszy odbywają się specjalne zajęcia z udziałem psychologa, który doradza w kwestiach damsko-męskich. Inaczej niż single ze stolicy, nie umieją się jednak tak szybko integrować. W jednym z wywiadów ojciec Granatowski komentuje nieśmiałość wiernych: – Boją się, ale to dopiero początki. Zresztą nie chcemy bawić się w swatkę. Najważniejsze, by nauczyli się patrzeć na siebie jak na kogoś wartościowego. Niestety bywa to trudne – mówi o. Granatowski. Ale chyba nie jest to niemożliwe – dowodem kilkanaście szczęśliwych par i osób, które dzięki tym spotkaniom znów mogą się poczuć dla kogoś ważne.
Damian Gajda / Onet.pl
Dawniej o osobach żyjących w pojedynkę zwykło się mówić – „stary kawaler” lub „stara panna”, dziś stosuje się – trzeba przyznać – dużo zgrabniejsze określenie „singiel”. Jeszcze kilka lat temu można było zaobserwować prawdziwy boom na singlowanie.  Niektórzy kamuflowali w ten sposób swoją samotność, inni potraktowali to jako alternatywę dla sformalizowanych związków. W sukurs wszystkim tym, którzy mimo usilnych prób znalezienia partnera nie mogli tego zrobić, przyszli twórcy pomysłu na msze dla singli.

CYBERGRUPY 
SAMOTNE PO TRZYDZIESTCE






Nie mogła w to uwierzyć. Mówiła sobie, że opamięta się i wróci. Wymyœlała scenariusze, co wtedy powie, jak się zachowa, co zmieni w swoim postępowaniu. Zwierzając się przyjaciółkom szlochała, rozpaczając, że już nigdy nikogo nie spotka. A kiedy oponowały, zarzekała się, że nawet jeœli spotka, nigdy już nie zaufa. Przyjaciółki współczuły, pocieszały i - podobnie, jak w znanej piosence - "mówiły jej, że łotr; mówiły jej, że drań; że takie byle co..". I tak dalej.
Kiedy minął pierwszy szok, sięgnęła do starego notatnika i zaczęła systematycznie obdzwaniać zapomnianych kolegów i dawne sympatie. Znowu radziła się przyjaciółek, konsultując z nimi kandydatury typowane do miana osobistego narzeczonego. A ponieważ czas mijał i nikt konkretny się nie trafiał, zapadła w stan zawieszenia między nadzieją spotkania kogoœ nowego a pragnieniem powrotu tego, który odszedł. Dociœnięta do muru, o co tu naprawdę chodzi, wyznała z rozbrajającą szczeroœcią, że obawia się samotnoœci. Ostatni opłakiwany, nie tylko, że nie był wielką miłością, ale w ogóle z miłością niewiele miał wspólnego. Brakowało romantycznych uniesień, autentycznej intymnoœci, otwartych rozmów, nie wspominając choćby o iskierce szaleństwa. Co więcej - kiedy teraz patrzy na ten związek z perspektywy minionego czasu - dostrzega tylko zwyczajność i monotonię tej pozornej wspólnoty.
Dlaczego zatem tak rozpaczała po jej utracie? Na czym polegała jej wartoœć? Przede wszystkim na tym, że ktoś - wszystko jedno, jak to określić - z nią, przy niej, czy też obok niej - był. Chciałaby oczywiście spotkać tego jedynego. Być z kimś do szaleństwa, zatracenia, bólu, wariactwa i obłędnego szczęścia. Ale.. Przekroczyła już trzydziestkę. Wie, że mówienie dziś o staropanieństwie brzmi śmiesznie. Ale... Pewnie, że teoretycznie wszystko może się zdarzyć. Tylko kiedy? A co wtedy, gdy lokowane w przyszłości nadzieje okażą się wyłącznie pobożnymi życzeniami?

Trzydziestka. Magiczna liczba w życiu kobiety. Oczywiœcie nie dla wszystkich ten sam czas biegnie w tym samym tempie. Wiele trzydziestolatek zdążyło już wyjœć za mąż, urodzić dzieci, sporo rozwieść się, a nawet ponownie wydać. Inne, usytuowane chwilę przed tą cezurą lub chwilę po (przy czym "chwila " może tu oznaczać zarówno kilka miesięcy, jak i dwa, trzy lata w jedną lub drugą stronę), właœnie wtedy zaczynają silniej odczuwać presję czasu. Uœwiadamiają sobie, że są samotne i czują się stare.

Najbardziej przebojowe, ambitne, zaabsorbowane własnym rozwojem, długo nie są zainteresowane formalnym związkiem. Podejmowanie małżeńskich i rodzicielskich wyzwań i obowiązków stanowi poważne obciążenie dla pracującej i uczącej się osoby. Tym bardziej, że są dobrze ustawione zawodowo, sporo zarabiające. Własne mieszkanie, często służbowy samochód. Zimą obowiązkowo za granicą narty. W sezonie letnim kąpiele w ciepłych morzach. Ambitne, pracowite, nieustannie się doszkalające i w tym momencie swojego życia dojrzałe już do stabilnego związku z sensownym mężczyzną. Stąd coraz bardziej otwarcie wyrażana potrzeba posiadania własnej rodziny: męża i dziecka.
Są na ogół rozsądne. Zazwyczaj mają już za sobą mniej lub bardziej udane układy partnerskie, co sprawia, że ich oczekiwania wobec ewentualnego towarzysza życia są jasno sprecyzowane. Zdają sobie sprawę, że nikt nie jest bez wad. One także. Dlatego nie szukają księcia z bajki, ale mężczyzny, który - podobnie, jak one - osiągnął już coœ w swoim zawodzie, ma swoje pasje, czegoœ się przez minione lata dorobił. A do tego potrafi się zatroszczyć o swoją kobietę, okazać czułoœć i zrozumienie dla jej potrzeb
Tym mniej przebojowym, ale równie ambitnym i pragnącym sensownie ulokować się w życiu, dużo wcześniej marzy się ktoś serdeczny i bliski. Ale sfeminizowany zawód, rozmaite okoliczności życiowe lub brak wiary w siebie sprawiają, że mimo upływu lat, nadal pozostają samotne. Kiedy stuka trzydziestka - jedne i drugie - zaczynają się niepokoić. Nie, żeby natychmiast chciały się wydać, ale przynajmniej związać z kimś naprawdę nimi zainteresowanym. Z kimś, kto byłby rzeczywiście dla nich ważny i dla kogo one również były by ważne i jedyne.




Zuzanna Celmer - psychoterapeutka
szkolenia dla firm, terapia indywidualna i grupowa.
źródło: www.obcasy.pl

PASJONACI 
BYĆ SINGLEM





Co to znaczy "być singlem"? Czy oznacza samotność z wyboru, czy też życie w pojedynkę wbrew rzeczywistym pragnieniom; czy może alienację, która odbiera radość życia; a może właśnie wręcz przeciwnie - bycie singlem jest świadomym wyborem człowieka, który z różnych przyczyn nie wszedł w bliski związek z druga osobą, bo na tym etapie życia tak jest po prostu lepiej. Bez względu na istotę i przyczyny stanu rzeczy polegającego na podążaniu przez życie w pojedynkę ten portal ma zadanie umożliwić kontakt ludziom, którzy realizują ten model funkcjonowania w społeczeństwie. Jak podają ostatnie statystyki jest na ponad 25 %, to całkiem sporo, nieprawdaż?! Singlu i ty Singielko singluj z nami na singiel.info!
angielski dla każdego
Obrączka dla singla.
 
   
 

 OBRĄCZKA DLA SINGLA
Pomysł narodził się w Szwecji - jak to zazwyczaj bywa z pomysłami, które stają się popularne - zupełnie przypadkowo.Johan Wahlbäck po rozmowie z przyjaciółką doszedł do wniosku, że nie sposób zgadnąć, kto jest singlem i potrzebny jest jakiś znak rozpoznawczy. I wymyślił, że najlepsza będzie… obrączka. Faktycznie, trochę to mało oryginalnie, ale z drugiej strony ten, kto szuka partnera, patrzy na dłonie, by się upewnić, czy interesująca go osoba nie jest z kimś związana. Singelringen to specjalna obrączka, różniąca się od obrączki, którą noszą małżonkowie, inna niż pierścionek zaręczynowy. Jest w jaskrawym niebieskim kolorze, żeby była dobrze widoczna, ale też jest wykonana z metalu szlachetnego - srebra najwyższej próby, żeby mogła się bardziej podobać. Może nawet ma być namiastką obrączki ślubnej...

Srebrna obrączka ma w środku wygrawerowany numer seryjny, który pozwala na dołączenie do globalnej społeczności Singelringen. Tam otrzymuje się własny adres e-mail z końcówką singelringen.com, dzięki czemu można nawiązać kontakt z innymi zarejestrowanymi singlami. Z wierzchu obrączkę pokrywa jasny turkusowy akryl, a w jednym miejscu znajduje się "charakterystyczne wycięcie w kształcie półksiężyca, które pozwala na przebłysk srebra, oznacza otwartość na nowe konwersacje, przyjaźnie i romantyczne związki" - wyjaśnia Małgorzata Herde z warszawskiego salonu Chic & Prestige, gdzie można zakupić obrączki.

Singiel to współczesne określenie osoby samotnej. Nazwa ma zastąpić tradycyjne i nacechowane negatywnie określenia jak "stara panna" i "stary kawaler". Wiele osób bierze dziś ślub później niż ich rodzice czy dziadkowie i choć starsi na ślubnym kobiercu, nie są jeszcze starymi pannami i kawalerami. Są i tacy, którzy na małżeństwo decydują się po latach, ale pozostają w tym czasie w stałym związku. A pozostali? Prawdopodobnie ciągle szukają swojej "drugiej połówki", a wtedy obrączka dla singli, będąca znakiem rozpoznawczym dla innych, może im bardzo poszukiwania ułatwić. Dzięki niej nie tylko wiadomo, kto jest zainteresowany nawiązaniem znajomości, ale też, kto należy do społeczności zaobrączkowanych singli. Daje więc poczucie przynależności do wspólnoty. Z drugiej jednak strony obrączka singla na palcu jest też wieloznaczna - jest oznaką otwartości na związki, ale też może być odebrana jako nieco desperacka zachęta do nawiązania znajomości, a nawet jako objaw zazdrości o obrączkę ślubną…

Bycie współczesnym "singlem w wielkim mieście" rzeczywiście nie jest łatwe. Zabiegani, zapracowani, samotnie starający się związać koniec z końcem nie wszyscy mają czas i odwagę na poszukiwanie żony czy męża swoich marzeń. Singelringen może więc ułatwić zbliżenia i wiązać ludzi. Przy tym, skoro to obrączka, na ślubnym kobiercu można łatwo ją zastąpić obrączką ślubną…
Jesli chcesz zakupić polską wersję obrączki dla singla napisz do nas pod : singiel@singiel.info (podaj rozmiar obrączki).
W mailu zwrotnym otrzymasz numer konta na który należy dokonać wpłaty, po opłaceniu podaj adres na jaki obrączka ma zostać wysłana.
obrączka dla singla
Nasza obrączka wykonana jest ze srebra, ma wygrawerowany napis "SINGIEL" i kosztuje 90 zł.
 
 

INFORMACJE
LINKI
LINKI
Wiadomości Gazeta Wyborcza - Dziennik Internautów - Gazeta Wyborcza - Rzeczpospolita Online
Pieniądze Waluty - Gospodarka - Twoja Firma - Rankingi -
Giełda Giełda Papierów Wartościowych - WIG20 on-line -
Serwisy Portal o2 - Portal Onet - Wirtualna Polska
Różne Galeria tapet - Symulacja gry na giełdzie - Komputery - testy, recenzje, opinie
Polecamy Gry - Katarzyna Cichopek - Allegro.pl - Gry - Katarzyna Cichopek - Walcz z bezsennością
REKLAMA



 

Google
 

Copyright © - 2006 "eLIFE" Agencja Kreatywna

Generowanie strony [s]: 0.0408
Zapytania SQL: 32
Profesjonalne statystyki odwiedzin
Check PageRank
Polecamy Singiel Info - Rozchmurz się - Pytam Net - Domy w Polsce - Mieszkania w Polsce - Afisz Info - Walcz z bezsennością - Śmieszne filmiki - eLife Kreacja- Kamex - Cyberman - Cybermoney - Konto24
- Cyberja -Serwis Farmaceutyczny
Samochody terenowe Ogłoszenia nieruchomości Ogłoszenia drobne Praca Pensjonaty Anonse matrymonialne Własny e-biznes Darmowe ulotki www Free webpage Strony www Www za darmo Darmowe domeny Check Page Rank Wymiana linków Link exchange Wzory pism i umów Panorama firm Darmowe artykuły