|
Witaj, nie jesteś zalogowany.
Zaloguj się
| |
|
LAJTOWE KLIMATY

Lajtowe klimaty u mamy i taty. To tygryski lubią najbardziej. Posiedzieć, najlepiej nigdzie się nie ruszać, od czasu do czasu czegoś tam posłuchać. Gniazdowniki. Tak określa się ptaki, które długo nie opuszczają gniazda rodzinnego, niektóre nawet całe przez całe życie. Trend szczególnie dobrze znany we Włoszech gdzie 25% mężczyzn po czterdziestce mieszka wspólnie z rodzicami, czasem z partnerką życiową, czasem z przyjacielem, nader często jednak samotnie w domu rodziców, bez potrzeby zakładania swojego własnego gniazda. Co sprawia że więź z rodzicami jest tak silna, czy to zwykłe wygodnictwo , czy też rzeczywiste przywiązanie do rodziny i tego wszystkiego co ona oznacza. Czemu w takim razie nie zakładają swojej, która w przyszłości zajmie miejsce tej, w której jest im tak dobrze. Socjologowie tłumacza to zjawisko również względami natury ekonomicznej, oraz przede wszystkim wszechobecnym zagubieniem pokolenia X, które zdaje się eksperymentować ze swoim życiem. No cóż pożyjemy, zobaczymy co z tego wyniknie.
| |
|
W KOLORZE BLU...

Dzień zaczyna się od dziwnego wrażenia, że coś jest nie tak i w ogóle od początku jest jakiś krzywy. Na "dzień dobry" szczoteczka do zębów zachowuje sie jak małe, złośliwe zwierzątko, które chce nam zrobić krzywdę. Potem kubek wyraźnie nie ma zamiaru być nam posłuszny lecz wyrywa się na wolność. Wszystko wokół zdaje się nas osaczać, a obecność drugiej osoby staje się źródłem nieznośnej irytacji. Znacie to ? To posłuchajcie. To normalne! Obniżony nastrój pojawia się regularnie w duszy każdego z nas i nie ma w tym nic dziwnego, ani co ciekawe, niewłaściwego. Tak ma być! Mało tego, dzięki takim dniom jesteśmy w stanie odczuwać szczęście , takie stany niskie są punktem odniesienia dla tych przyjemnych i radosnych. Najlepiej wtedy wybrać się na długi spacer i dotlenić zmęczony mózg, starając się złapać dystans do siebie i swego nastroju. Co innego kiedy taki stan staje się normą. Jeśli tego rodzaju samopoczucie utrzymuje sie dłużej niż dwa tygodnie, należy się poważnie zastanowić co może być tego przyczyną . Albo bowiem mamy poważny problem, który nas trapi i nie potrafimy sobie z nim poradzić, albo też dopadła nas depresja; ta zimowa albo niekoniecznie związana z porą roku. Wtedy konieczna jest pomoc lekarz specjalisty, sami możemy sobie nie pomóc. Jednakże ruch na świeżym powietrzu i dużo światła słonecznego na pewno nam nie zaszkodzi.
| |
|
|
|
BLASKI I CIENIE

Jakie są blaski i cienie bycia singlem. Do blasków niewątpliwie należy zaliczyć to, że mieszkając samotnie nie musimy toczyć bojów o pilota kiedy na różnych kanałach "lecą" atrakcyjne programy - atrakcyjne inaczej:). Łazienka jest zawsze wolna i w takim stanie w jakim ją zostawiliśmy, nikt nam nie szumi nad uchem, że: znowu zrobiliśmy coś nie tak, naczynia są nieumyte, zupa jest niesłona, a skarpety leża na środku pokoju...
To zalety, a co z wadami? Wady też są, to nie ulega wątpliwości. Na przykład w czasie choroby musimy dzwonić do znajomych albo po taksówkę, by ktoś łaskawie zrobił nam zakupy i przyniósł lekarstwa. No i te długie zimowy wieczory kiedy nie ma do kogo ust otworzyć - też nie należą do przyjemności. Najdotkliwsze są jednak chwile prawdziwej i głębokiej samotności, które przeżywamy siedząc w domu, czując się niekochanym i niepotrzebnym nikomu do tego stopnia, że mamy wrażenie, iż moglibyśmy nie istnieć i nikt by tego nie zauważył. Tak, to się zdarza i bywa bardzo przykre, nie należy jednak takim nastrojom się poddawać. Wystarczy bowiem przypomnieć sobie najgorszy rodzaj samotności, tej której doświadcza się będąc we dwoje, kiedy miast pokrewieństwa duchowego odczuwamy obcość i chłód.
| |
|
NA KOCIĄ ŁAPĘ

Mężczyźni po trzydziestce są zwykle albo już żonaci, albo po przejściach, co sprawia, że do ponownej żeniaczki się nie spieszą. Z kolei kawalerowie nie kwapią się zbytnio do stabilnego związku, w przekonaniu, że możliwości, jakie oferuje życie są zbyt pociągające, żeby zawęzić je do jednej kobiety, domu i dzieci. Obawiają się ograniczeń swojej dotychczasowej wolności, zmian w sposobie spędzania wolnego czasu. A potrzebują go dużo, ponieważ w pragnieniu zachowania młodzieńczego wyglądu usilnie dbają o swoją kondycję. Tenis, pływalnia, siłownia, solarium, sportowe hobby, to ważna i czasochłonna pozycja w ich budżecie czasu. Życie rodzinne wprowadziło by tu znaczne korekty, a oni nie bardzo mają ochotę z czegokolwiek rezygnować. Pewien pan dobiegający czterdziestki, ale prezentujący się jako młodzieńczy trzydziestolatek, na nieśmiałą wzmiankę swojej partnerki o dziecku, zaproponował kupno rasowego psa. Był szczerze zdumiony, że odrzuca taki świetny pomysł i nie wiedzieć czemu wymyśla mu od egoistów.
Wiele znanych mi, młodych par, od kilku lat żyje w nieformalnych związkach, na ogół uważanych przez nich jako udane. Co nie znaczy, że patrzą na swoich partnerów przez różowe okulary. Po trzech latach wspólnego życia Justyna powiedziała swojemu chłopakowi, że chociaż bardzo go lubi, będą musieli się rozstać. Doszła do wniosku, że jest on zbyt mało samodzielny i nadmiernie uzależniony od matki. Doceniając inne jego zalety, coraz częściej odnosi wrażenie, że ich związek zaczyna przypominać małżeństwo jej rodziców, w którym osobą zaradną, mającą cały dom na głowie jest jej mama, a tata - chociaż dobry - w niczym jej nie wspiera. Pożycie z aktualnym partnerem uświadomiło jej, jakiego towarzysza życia chce mieć przy swoim boku. Dobiegająca trzydziestki Anna ciągle jest zakochana w swoim chłopaku, z którym mieszka od dwóch lat. Ale coraz wyraźniej zauważa, że chociaż często słyszy miłe słowa pod swoim adresem i jest im w łóżku bardzo dobrze, jego realny wkład we wspólne życie jest raczej nikły. Liczą się przede wszystkim jego potrzeby i dla ich zaspokojenia stosuje wobec niej emocjonalne szantaże. Ona też wnosi większy wkład finansowy w ich wspólne życie, bo jakoś tak się składa, że on nie ma czasu na zrobienie zakupów, albo zapomina portfela, kiedy razem gdzieś wychodzą. To sprawia, że mimo żywionych do niego uczuć, jego uroku i nieodpartego wdzięku, coraz częściej myśli o zakończeniu tej pozornej idylli. Z kolei Tomek przeżywa prawdziwy dramat. Znajomość z jego dziewczyną trwała ponad jedenaœcie lat, z których szeœć spędzili pod jednym dachem. Długo musiał ją zdobywać, co uczyniło ją w jego oczach tym bardziej cenną. Odpłaciła mu bezwarunkową miłością, troską i oddaniem. Przez wiele lat czuł się bardzo szczęśliwy, ale nie miał jakoś potrzeby legalizować tego uczucia. Od roku coś się zmieniło. Zaczął odczuwać nudę, brakowało mu innych ludzi, nowych znajomości, ponieważ jego partnerce wystarczało ich wzajemne towarzystwo. Uprzytomnił sobie, że chciałby poznać kogoś innego, przeżyć jakąœ szaloną przygodę, a równocześnie ganił się za takie myśli jako nielojalne. Kiedy wyjechała służbowo, poznał inną i wdał się z nią w ognisty romans. Z tą drugą wszystko było szalone i kolorowe. Powiedział o tym stałej partnerce. Przyjęła to ze zrozumieniem i pozwoliła mu się wyprowadzić. Po czym odkręciła gaz.
I jeszcze inna historia: po dwudziestu latach konkubinatu, w którym mężczyzna wymawiał się od zostania ojcem, ponieważ z pierwszego formalnego związku miał już dwoje dzieci, pewnego dnia oznajmił, ze poznał inną kobietę i ma zamiar wziąć z nią œlub. Zabrał ze wspólnego domu nie tylko swoje rzeczy, ale także te, które kupili wspólnie i zwyczajnie odszedł. Na błagalne telefony kochającej go i bezradnej wobec tej sytuacji dotychczasowej partnerki, odpowiadał, że jest mu bardzo przykro, ale "tak wyszło". Została osamotniona, bezdzietna, ograbiona z części wspólnego dorobku, ale przede wszystkim z poczuciem ogromnej krzywdy, straconych lat, z ciężką nerwicą i poczuciem beznadziejnoœci swojego losu.
Można zatem zauważyć, że ocena konkubinatu nie jest jednoznaczna. Z jednej strony układ tego typu ma swoje dobre strony, pozwala bowiem dostrzec w trakcie wspólnego pożycia wzajemne słaboœci i wady. Jeœli dochodzi się z czasem do wniosku, że dłużej nie chce się już ich akceptować - choć nie bez smutku, a nawet cierpienia - można podjąć decyzję o rozstaniu, bez prawnych następstw. Doświadczenie konkubinatu czyni mądrzejszym przy następnej próbie wyboru partnera, bo wiemy już, jakie są nasze rzeczywiste potrzeby. Jest jednak także i drugi, mniej pozytywny aspekt wolnego związku. Ujawnia się, jeżeli para jest już ze sobą dość długo i dla osoby mocniej zaangażowanej, rozpad tego układu pozostawia ją praktycznie bez żadnych szans na osłonę prawną.
Również dla kobiet, które w pierwszych latach wolnego związku - szczególnie jeśli są zajęte nauką, wspinaniem się po stopniach kariery - uważają ten układ za doskonały, sytuacja ulega zmianie, kiedy zbliżają się do trzydziestki lub ją przekraczają. Mogą nie mówić tego wprost, ale podświadomie pragną już bezpiecznej stabilizacji, która gwarantowała by im poczucie bezpieczeństwa. I chociaż wiemy, że ślub przed największym nawet ołtarzem nie gwarantuje trwałości małżeństwa - formalny związek daje im jednak poczucie bezpieczeństwa, choćby dlatego, że jest objęty ochroną prawa. Ponadto w tych latach ujawnia się na ogół potrzeba macierzyństwa, a w tym zakresie formalny układ - w wymiarze psychicznym i prawnym - jest również pożądany.
Zuzanna Celmer - psychoterapeutka
szkolenia dla firm, terapia indywidualna i grupowa.
źródło: www.obcasy.pl
| |
|
|
|
Wszędzie na świecie będziesz tak samo samotny, tutaj jednak łatwiej przed tym poczuciem samotności uciekać.
Przeciętny młody Polak przyjechał do Londynu z wielu powodów. W poszukiwaniu przygody, lepszego życia, pracy, rozrywki, a także... miłości. Próbuje sobie radzić z londyńską presją i tęsknotą za bliskimi, ale przede wszystkim z samotnością.
Jestem z małego miasteczka koło Pragi. Praga jest piękna, ale Londyn ma w sobie pewną magię - opowiada swoją historię 26-letnia Linda, Czeszka. Dwa lata temu przyjechała odwiedzić koleżankę i obiecała sobie, że tu wróci. Wróciła już po miesiącu. - To miasto mnie oczarowało, urzekł mnie ten londyński luz, różnorodność i to szalone tempo życia. Wiem, że z czasem mnie to zmęczy, ale póki co, nie wyobrażam sobie dla młodych ludzi lepszego miejsca na ziemi – przekonuje.
Londyn to miasto, które nigdy nie śpi. Nie ma tu miejsca na nudę. Właściwie codziennie dzieje się coś ciekawego.
- Na początku wpadłam w trans imprezowania, bo ogrom atrakcyjnych propozycji spędzania wolnego czasu może wywołać szok u osoby z małej miejscowości – opowiada 21-letnia Ewa, koszalinianka, która zdecydowała się na przyjazd po rozstaniu z chłopakiem. - Myślałam, że świat się skończył, że życie nie ma sensu. Musiałam zmienić otoczenie, odreagować. Przez miesiąc poznałam tu chyba więcej ludzi niż przez całe swoje życie – dodaje.
Ewa ma pracę, która wystarcza nie tylko na opłacenie pokoju i "trawelki". Resztę wydaje na przyjemności i przyznaje, że nie dorosła do oszczędzania.
- To miejsce za bardzo kusi – mówi z czarującym uśmiechem. Można dostrzec "iskierkę" w jej oku, za którą kryją się wspomnienia szalonych chwil i nadzieja na kolejne.
Luca i Gustavo wychodzą do klubów na Brick Lane niemal codziennie. Po pracy szybki prysznic, potem zmiana ubrań ze służbowego na wieczorowy, czyli bardziej zużyte trampki, dżinsy i t-shirt. Wychodzą się zabawić. Tak od ponad 2 lat wygląda ich dzień powszedni. Obaj nie mają tu rodzin, żadnych obowiązków oprócz zawodowych. - Nie ma sensu mieszkać w Londynie, a po pracy wracać prosto do domu, gdzie nikt nie czeka. Nie wiem, jak długo tu zostanę, odłożę trochę pieniędzy, pobawię się i wrócę do Hiszpanii, w końcu założę rodzinę – zdradza swój plan starszy.
- Wiem, że takie życie nie może trwać wiecznie, ale kiedy powiedzieć sobie "stop"? - pyta retorycznie, bo widać, że na jego "stop" nie nadszedł jeszcze czas.
Nie ma nawet kota
Domek z ogródkiem, cztery sypialnie, trzecia strefa. W każdym z pokoi w ładnym domu na Leyton mieszka jedna osoba. Domownicy zjawili się w Londynie kilka lat temu, każdy pochodzi z innego kraju. Wszyscy świetnie mówią po angielsku, bardzo dużo pracują.
- Praktycznie się mijamy – mówi Michelle z RPA. - Łatwo popaść w pracoholizm, spędzamy w pracy po 12 godzin, chcemy odłożyć pieniądze i szybko wracać do domu, tęsknimy. Tęsknota nas zabija, więc my zabijamy ją pracą. Ale to nie jest życie. Mam 32 lata, chciałabym mieć swoją rodzinę, ale przy tym trybie życia to przecież niemożliwe! Mogę liczyć tylko na przelotne znajomości, bo sama nie mam czasu na związek - wychodzę rano, wracam w nocy - żali się dalej Michelle. Jej przyjaciółka, Holenderka uzupełnia.
- To bardzo egoistyczne życie, tylko dla siebie, ale moje wygląda podobnie. Zmartwienia ograniczam do minimum, nie muszę się opiekować nawet kotem! Nie dlatego, że nie chciałabym, tylko dlatego, że nie mam na to czasu.
- Życie ucieka przez palce – narzeka Tomasz, grafik komputerowy, który trzy lata temu przyjechał do Londynu z Gdańska. - Kasa w końcu przestaje cieszyć.
źródło: kiosk.onet.pl
| |
|
|