|
Witaj, nie jesteś zalogowany.
Zaloguj się
| |
|
PRAWDZIWEJ WSI JUŻ NIE MA

Prawdziwej wsi już nie ma.
Dziwne czasy nastały. Wszystko się diametralnie zmienia, nawet stara, ojczysta wieś. Gdy sięgam pamięcią do lat mego dzieciństwa, kiedy to wychowywany byłem w wiosce z prawdziwego zdarzenia, a życie w jej społeczności wyglądało znacznie inaczej. Wiosną widoczne były wielkie przygotowania, latem pola pokrywały się dojrzewającym zbożem, na łąkach w równych szeregach stały snopy siana, a wieś tętniła życiem. Jesienią trwały przygotowania do nadchodzącej zimy, aby w jej trakcie gleba mogła odpocząć. Ile z tego się zmieniło?
Zupełnie inaczej.
W dzisiejszych czasach prym wiodą wielkie gospodarstwa rolne, często połączone z agrobiznesem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie PGR - tylko troszkę w odmiennym tłumaczeniu: Prywatne Gospodarstwa Rolne, bo przecież państwowe już dawno upadły, pozostałości po nich przejęli co sprytniejsi rolnicy, próbujący odbudować dawną potęgę PGR-ów. I chyba dobrze im to idzie. Co się dzieje z małymi gospodarstwami rolnymi?
Z ojcem umiera gospodarstwo.
Coraz trudniej staremu gospodarzowi znaleźć następcę na swojej ziemi. Młodzi zdają sobie sprawę, że z małej farmy otrzymanej w darze od rodziców trudno będzie wyżyć - emigrują. W lepszym przypadku do miasta, w gorszym za granicę. Pola stoją ugorem, z czasem zamieniają się w las. Tak naprawdę, gdy umiera gospodarz, umiera i jego ziemia.
Rolnik, który ma "głowę na karku" potrafi wykorzystać szansę.
Unia daje szansę.
Wraz z wstąpieniem naszego kraju w struktury Unii Europejskiej, pojawiła się ogromna szansa dla naszych rolników. Dzięki niej powstało i nadal powstaje wiele ogromnych gospodarstw rolnych. Wieś przechodzi gruntowne zmiany, pojawiają się nowoczesne maszyny, rosną ogromne stadniny, pola zamieniane są na pastwiska. Jest dobrze, jednak do pełnego rozwoju jeszcze nam daleko.
Dlatego odnosimy wrażenie, że wieś umiera, bo rzeczą oczywistą jest, że się zmienia. Zmienia się, ale czy pozostaje taką jaką była? Czas pokaże.
Łukasz Żabik
| |
|
JAK PTAKI NA NIEBIE...

Paralotniarstwo - sport i forma rekreacji polegająca na lataniu przy użyciu paralotni. Jest jednym z najpopularniejszych (szczególnie w Europie i Ameryce Południowej) sportów lotniczych. Paralotniarstwo jest często mylone z lotniarstwem. Zasadniczą różnicą jest brak sztywnych elementów konstrukcyjnych w paralotni.
Paralotniarstwo we współczesnej formie powstało pod koniec lat 70. XX w. we Francji, do Polski dotarło pod koniec lat 80. XX w. Współcześnie jest najbardziej popularne w kraju swojego powstania. Liczba uprawiających ten sport jest trudna do oszacowania, ze względu na to, że znaczny odsetek uprawiających ten sport nie rejestruje się ani nie zdobywa oficjalnych licencji.
Paralotniarstwo jest sportem czysto amatorskim. Istnieje jednak grupa kilkuset zawodników, którzy regularnie startują w krajowych i zagranicznych zawodach sportowych. W Polsce do uprawiania tego sportu wymagana jest Licencja IPPI (The International Pilot Proficiency Information Card) wystawiana przez Międzynarodowš Federację Lotniczą lub polskie świadectwo kwalifikacji pilota paralotni wydawane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego. W Polsce na początku 2006 r. zarejestrowanych było 1261 posiadaczy świadectwa kwalifikacji pilota paralotni, w tym 70 osób z uprawnieniami instruktorskimi.Oficjalnym dokumentem uprawniającym do uprawiania paralotniarstwa jest świadectwo kwalifikacji pilota paralotni, wydawane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego.
Większość kwestii prawnych związanych ze szkoleniem i egzaminami reguluje Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 2 września 2003 r. w sprawie licencjonowania personelu lotniczego (Dz. U. Nr 165, poz. 1603) wraz załącznikami. Przepisy te zmieniają się dość często i w znaczący sposób, dlatego zainteresowani powinni śledzić je na bieżąco.
Od października 2006 r. do egzaminu na świadectwo kwalifikacji można podchodzić już po drugim etapie szkolenia (zlikwidowano wymóg wykonania lotów w warunkach termicznych i żaglowych). Egzaminy mogą być już przeprowadzane w szkołach paralotniowych (pierwsza sesja odbyła się w połowie grudnia 2006 r.), a nie wyłącznie przez Urząd Lotnictwa Cywilnego w Warszawie. Centralizacja w połączeniu z obszernym materiałem teoretycznym skutecznie zniechęcała wielu pilotów do zdawania egzaminów. Wielu lata bez wymaganych uprawnień, a niektórzy decydują się na szkolenie za granicą, np. na Słowacji.
źródło: cyberbook.pl
| |
|
|
|
PRAWDZIWEJ WSI JUŻ NIE MA

Prawdziwej wsi już nie ma.
Dziwne czasy nastały. Wszystko się diametralnie zmienia, nawet stara, ojczysta wieś. Gdy sięgam pamięcią do lat mego dzieciństwa, kiedy to wychowywany byłem w wiosce z prawdziwego zdarzenia, a życie w jej społeczności wyglądało znacznie inaczej. Wiosną widoczne były wielkie przygotowania, latem pola pokrywały się dojrzewającym zbożem, na łąkach w równych szeregach stały snopy siana, a wieś tętniła życiem. Jesienią trwały przygotowania do nadchodzącej zimy, aby w jej trakcie gleba mogła odpocząć. Ile z tego się zmieniło?
Zupełnie inaczej.
W dzisiejszych czasach prym wiodą wielkie gospodarstwa rolne, często połączone z agrobiznesem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie PGR - tylko troszkę w odmiennym tłumaczeniu: Prywatne Gospodarstwa Rolne, bo przecież państwowe już dawno upadły, pozostałości po nich przejęli co sprytniejsi rolnicy, próbujący odbudować dawną potęgę PGR-ów. I chyba dobrze im to idzie. Co się dzieje z małymi gospodarstwami rolnymi?
Z ojcem umiera gospodarstwo.
Coraz trudniej staremu gospodarzowi znaleźć następcę na swojej ziemi. Młodzi zdają sobie sprawę, że z małej farmy otrzymanej w darze od rodziców trudno będzie wyżyć - emigrują. W lepszym przypadku do miasta, w gorszym za granicę. Pola stoją ugorem, z czasem zamieniają się w las. Tak naprawdę, gdy umiera gospodarz, umiera i jego ziemia.
Rolnik, który ma "głowę na karku" potrafi wykorzystać szansę.
Unia daje szansę.
Wraz z wstąpieniem naszego kraju w struktury Unii Europejskiej, pojawiła się ogromna szansa dla naszych rolników. Dzięki niej powstało i nadal powstaje wiele ogromnych gospodarstw rolnych. Wieś przechodzi gruntowne zmiany, pojawiają się nowoczesne maszyny, rosną ogromne stadniny, pola zamieniane są na pastwiska. Jest dobrze, jednak do pełnego rozwoju jeszcze nam daleko.
Dlatego odnosimy wrażenie, że wieś umiera, bo rzeczą oczywistą jest, że się zmienia. Zmienia się, ale czy pozostaje taką jaką była? Czas pokaże.
Łukasz Żabik
| |
|
|
|
Jakie są blaski i cienie bycia singlem. Do blasków niewątpliwie należy zaliczyć to, że mieszkając samotnie nie musimy toczyć bojów o pilota kiedy na różnych kanałach "lecą" atrakcyjne programy - atrakcyjne inaczej:). Łazienka jest zawsze wolna i w takim stanie w jakim ją zostawiliśmy, nikt nam nie szumi nad uchem, że: znowu zrobiliśmy coś nie tak, naczynia są nieumyte, zupa jest niesłona, a skarpety leża na środku pokoju...
To zalety, a co z wadami? Wady też są, to nie ulega wątpliwości. Na przykład w czasie choroby musimy dzwonić do znajomych albo po taksówkę, by ktoś łaskawie zrobił nam zakupy i przyniósł lekarstwa. No i te długie zimowy wieczory kiedy nie ma do kogo ust otworzyć - też nie należą do przyjemności. Najdotkliwsze są jednak chwile prawdziwej i głębokiej samotności, które przeżywamy siedząc w domu, czując się niekochanym i niepotrzebnym nikomu do tego stopnia, że mamy wrażenie, iż moglibyśmy nie istnieć i nikt by tego nie zauważył. Tak, to się zdarza i bywa bardzo przykre, nie należy jednak takim nastrojom się poddawać. Wystarczy bowiem przypomnieć sobie najgorszy rodzaj samotności, tej której doświadcza się będąc we dwoje, kiedy miast pokrewieństwa duchowego odczuwamy obcość i chłód.
| |
|
|